Czuwajcie

wiecaRadosne świętowanie okresu Bożego Narodzenia poprzedza czas adwentu. Podczas niego naszą uwagę kierujemy ku sprawą ostatecznym i paruzji, czyli potórnemu przyjściu Chrystusa na Ziemię. Bezpośrednie przygotowanie do świąt wiąże się z oczekiwaniem. Czekamy na rodzinne spotkania, pyszne jedzenie, prezenty. W tych wszystkich przyziemnych sprawach często zapominamy, jaki jest sens tego oczekiwania. Jestem nim Jezus, który chce przyjść do nas, do naszego serca. Oczekiwanie na święta to jedna ze stron adwent. Druga natomiast przypomina nam, że „nie znamy dnia, ani godziny, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie”. Teksty liturgiczne przypominają nam o sądzie ostatecznym, skłaniają nasze myślenie ku sprawy ostateczne, o których być może nie myślimy za często. W adwentowym oczekiwaniu towarzyszy nam Maryja, która tak jak my żyła trochę w niepewności - "co będzie". To, co mówi anioł to jedno, ale jak ma to zinterpretować prosta dziewczyna, która do końca nie rozumie, co ma się dokonać. W tym "niepewnym" oczekiwaniu na narodziny dziecka, Maryja nie jest sama. Wiedziona przez Boga przyjmuje to, co zostało dla niej przewidziane. Podobnie i my. Bóg każdego z nas przygotowuje na koniec życia na Ziemi, który prędzej czy później nadejdzie. Stawia na naszej drodze ludzi, którzy mówią nam: "zmień się", "przemyśl to" i tak dalej. Nie zostawia nas samych i we wszystkim daje nam wybór, ale podświadomie chce naszego zbawienia. Świadomy wybór należy już tylko do nas. Adwent zachęca nas do podjęcia oczekiwania, które jest aktywne. Jak mówi jednen z polskich związków frazeologicznych: "nic nie spadnie z nieba". Chcesz iść do nieba - pracuj nad sobą, chcesz aby te święta obyły się bez kłótni - zabiegaj o to. Przykłady możemy mnożyć w nieskończoność. Ważne jest, aby coś robić, podejmować jakikolwiek trud. Bóg widzi nasze starania, wspiera nas w nich swoją łaską i mocą. Niech ten czas, nie będzie przesiedziany. Niech wniesie coś do naszego życia, coś zmieni, daj Boże, na lepsze. Czuwajmy, wypatrujmy i słuchajmy, bo " nie wiemy, kiedy pan domu przyjdzie". /M. S. /